Orientalne ciasto z niespodzianką w środku

Nie mam dziś związanej z przepisem żadnej ciekawej opowieści. Lubię robić ciasta, piec, ukręcać. Mam to po Mamie. Jak byłyśmy z siostrą dziećmi, w naszym domu co weekend pachniało ciastem.  Drożdżowym, z owocami, ukręcanym.  Teraz Mama już nie piecze ciast, mieszka sama i nawet jak przyjeżdżamy to nie pachnie już ciastem 😦

Może i mnie kiedyś ta miłość do wypieków minie. Póki co, uwielbiam mieć w domu ciasto własnego wyrobu.

Dziś orientalne, bo kardamon i cynamon:, a środku niespodzianka ze śliwkowego musu.

 Potrzebne będą:
150g ciasteczek maślanych…
125g masła
3 serki czekoladowe (u mnie Philadelphia Milka) ok. 175g
300ml naturalnego jogurtu 1,5%
szczypta soli
3 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu
2 łyżeczki żelatyny
150ml wody
25g cukru brązowego
100g śliwkowego musu

Ciastka kruszymy, dość drobno, mieszamy z rozpuszczonym masłem i wykładamy masą tortownicę.
Serek miksujemy z jogurtem i przyprawami. Żelatynę mieszamy z zimną wodą i podgrzewamy razem z cukrem do rozpuszczenia obu. Po wystygnięciu dodajemy ją do masy serowej. Pół masy wykładamy na ciasteczka. Mus śliwkowy mieszamy z 2 łyżkami wody, układamy na masę. I na to reszta tejże masy serowej. Chłodzimy całość około 3 godziny w lodówce. Ozdabiamy plasterkami śliwek.

P1060260 P1060263 P1060266 P1060267 P1060269

Pilaw z bulguru, buraczkowy dip i jeszcze coś

Poznałam ją zaledwie trzy lata temu. Wcześniej, byłam pewna, że turecka kuchnia, to wyłącznie kebab i to w tym gorszym, bułczanym wydaniu. Jednak, aby poznać kuchnię jakiegokolwiek kraju, należy do niego pojechać, albo poznać kogoś, kto potrafi ugotować tak, jak w oryginale. Nam się udało poznać tureckiego policjanta, dodatkowo potrafiącego doskonale gotować. Przez te kilka miesięcy, kiedy gościł w Niemczech na placówce, czarował w kuchni cuda. Co piątek spotykaliśmy się u nas w domu i zawsze te spotkania zaczynały się w kuchni. Ja przygotowywałam dla niego potrawy z kuchni polskiej, uwielbiał pierogi, śledzie, faworki, ciasta i inne polskie specjały. On dla nas gotował coraz to ciekawsze tureckie dania, lub przynosił baklavę z najlepszej tureckiej cukierni w Berlinie. Niestety trzy lata temu jego pobyt w Niemczech się skończył i musiał wyjechać do siebie. Nam zostały przepisy i cudowne wspomnienia. 

Dziś jeden z takich przepisów.

Pilaw z bulguru:

Potrzebujemy:

oliwę,

2 cebule,

pastę paprykową,

3 pomidory pokrojone w kostkę,

pieprz i sól,

2 szklanki bulguru

4 szklanki bulionu drobiowego

Cebulę należy zeszklić na oliwie, dodać pastę i pomidory. Chwilę poddusić. Wsypać bulgur, zalać bulionem, nakryć i na małym ogniu dusić, aż cały płyn się wygotuje.

Podałam to dziś z prostym dipem z buraków. Należy zetrzeć 5 ugotowanych buraków na cienkiej tarce, dodać 300ml jogurtu tureckiego, dużo pieprzu, a na koniec kilka kropli oliwy.

Dziś też do obiadu pieczona papryka  i grillowany ser Haloumi.

Proste i pyszne danie.

Dip buraczkowy Pilaw z bulguru P1060211 Haloumi P1060258

 

Leniwa niedziela

Niedziela od wielu już tygodni jest zaplanowana. Rano wspólne śniadanie „szwedzki stół”, jak je nazywają chłopaki. W naszym domu oznacza to chleb i bułka w koszyku, wędlina i ser na talerzu, jakieś warzywka, masło w maselnicy, czasem parówki, lub jajka na miękko, czy z bekonem, brakuje tylko herbaty i byłoby jak w soap operach :-). 

Kwadrans przed jedenastą chłopaki startują na trening. Młodszy gra w piłkę nożną, Starszy jest asystentem trenera, a Tata jeździ do towarzystwa, no i jest szoferem rzecz jasna. Ja zostaję w domu, przygotowuję obiad….

No i już nie przygotowuję, bo od dwóch tygodni postanowiliśmy obiady niedzielne realizować na mieście. Nie, nie…kompletnie nie są to restauracje, nic z tych rzeczy.  Uwielbiamy kupić coś „na wynos” i zatopić się gdzieś w mieście, na ławeczce, w miłym miejscu, podziwiać widoki i cieszyć się z ostatnich ciepłych dni.

Tydzień temu byliśmy w Burgermeister (http://www.burger-meister.de/) na najlepszym hamburgerze (nie domowym) jaki jadłam do tej pory. Bez dmuchanej bułki, przyrządzony „na oczach” klienta. Naprawdę smaczny. Z hamburgerami pojechaliśmy na Nikolaiviertel, to miejsce na krztałt Starego Miasta, ale w bardzo, bardzo mini wydaniu. Piękne, stare kamieniczki, kawiarenki, sklepiki z pamiątkami. Tam, na ławeczce „wciągnęliśmy” burgerki, a potem przespacerowaliśmy się. Niestety zaczynał kropić deszcz, więc spacer do powtórzenia. Ale i zdjęć kilka udało się zrobić.

P1060122 P1060123 P1060124 P1060126 P1060128 P1060130

Dziś był kebab w Mustafa’s (http://www.mustafas.de/). Mówią, że to najlepszy kebab w Berlinie. Czas oczekiwania w kolejce 80 minut. To naprawdę genialny kebab. Mięso z kurczaka, grillowane warzywa i turecki serek biały. Cena jak wszędzie, 3,90 za Durum Kebab. Pięć minut autem od Meringdamm jest Potsdamer Platz. Fajne miejsce na spacer z psem, można usiąść też na trawie i zrobić piknik.  Pies był absolutnie w swoim żywiole, biegał jak szalony. Teraz smacznie śpi.

P1060215 P1060229 P1060238 P1060249 P1060250 P1060246

 

Bułeczki drożdżowe z owocami

W oryginalnym przepisie na te bułeczki są drożdże suszone.

Ja używam wyłącznie drożdże świeże.

Mnie wyszło szesnaście sztuk.

Potrzebujemy:

40g drożdży świeżych

250ml mleka

3 szklanki mąki

100g cukru

100g masła

cukier waniliowy

120g ugotowanych ziemniaków

owoce różne

1 jajko

Z drożdży, 2 łyżek cukru, 2 łyżek mąki i 2 łyżek ciepłego mleka zrobić zaczyn, Odstawić, aż podwoi objętość. Resztę składników wraz z zaczynem wyrobić na gładkie ciasto. Odstawić do wyrośnięcia. Z ciasta formować bułeczki, zrobić wgłębienie i umieścić w nim owoce. Odstawić jeszcze na pół godziny. Przed pieczeniem posmarować rozbełtanym jajkiem.  Piec około 20 minut w 200 stopniach.

     P1060189P1060191P1060190P1060193P1060194P1060192

Mus, basen i takie tam…

Młodszy poszedł właśnie do trzeciej klasy. Sam stwierdził, że „teraz to już wchodzi na wyższy pułap”, bo basen od tego roku, bo wycieczka klasowa, bo nauka języka angielskiego. Wyższy pułap, nie ma co dyskutować 🙂
Dziś drugie zajęcia na basenie. Nauka przez zabawę. Najbardziej dla mnie inne, niż w polskiej szkole jest to, że wszyscy nauczyciele od sportu jeżdżą z trzecimi klasami, wśród nich Pan Dyrektor i wszyscy czynnie w tych zajęciach uczestniczą, czyli pływają razem z dzieciakami. Starszy chodził w Polsce na basen w ramach szkoły i jego Pani plus rodzice, którzy jechali z dziećmi tylko się przyglądali dzieciom. Tu rodzice nie jeżdżą z dziećmi a wyłącznie nauczyciele. Nauka w ramach szkoły jest tylko w trzeciej klasie i kończy się kartą pływacką. A nota łączna za Sport, to zajęcia sportowe plus zajęcia basenowe w stosunku 50/50. Póki co bardzo go te zajęcia kręcą i niech tak zostanie.

Dziś po powrocie z basenu zabrał się za deser, który wypatrzył w programie Jamie Oliver. Nastawił się, że właśnie dziś go zrobi, kazał sobie kupić składniki…no i zrobił.

Ten deser to mus czekoladowy z sezamkami.

Potrzebujemy

2 czekolady deserowe

2 śmietany kremówki

2 jaja

2 łyzki miodu

70g masła

szklankę cukru

200g sezamu

Pokruszoną czekoladę należy umieścić z masłem w kubeczku, a ten w garnku z wrzątkiem i odstawić, aż się rozpuści. Śmietanę ubić na sztywno. W drugiej misce ubić jajka i dodać miód. Następnie do jajek dolać czekoladę jak lekko przestygnie. I wszystko razem wymieszać delikatnie ze śmietaną. Mus przełożyć do miseczek, wcześniej schłodzonych w lodówce. W garnku skarmelizować cukier z odrobiną wody, dodać sezami i zezłocić. Następnie wylać masę na blachę wysmarowaną olejem i poczekać, aż ostygnie i się zetnie.  Podawać z połamanymi sezamkami.

P1060180 P1060182 P1060185 P1060186 P1060187 P1060188

Młodszy dzielnie ubijał śmietanę i jaja. Mus jest pyszny, ale z tej ilości składników proponuję rozłożyć go do ośmiu miseczek. Jest dość słodki.

Racuchy niewyględne, ale przepyszne

Racuchy niewyględne, ale przepyszne:

szklanka maślanki
szklanka kwaśnej śmietany
3 szklanki mąki
płaska łyżeczka sody i soli
pół szklanki cukru brązowego
olej do smażenia w głębokim tłuszczu
cukier puder

Maślankę zmieszać ze śmietaną, dodawać po kolei: cukier, sodę i sól. Mąkę dodawać partiami, aby ciasto zrobiło się w miarę gęste, ale też nie utworzyły się w nim grudki. Olej rozgrzać. Ciasto łyżką o łyżkę wlewać na gorący tłuszcz i smażyć do uzyskania porządanego koloru. Jak chwilę ostygną obtoczyć w cukrze pudrze, lub cukrze z dodatkiem cynamonu.

 

 

P1060150Racuchy

Nie wchłaniają tłuszczu, są dzięki temu lekkie i puszyste. Młodszy nie mógł się oprzeć i jadł zaraz po wyjęciu z garnka, nie zwracając uwagi na to, że gorące. 

Dziś Młodszy ma zrobić mus czekoladowy według przepisu Jamie Oliver’a. Sama jestem ciekawa jak mu sie uda.

Nasze wakacje

Najpierw była Warszawa, moje miasto rodzinne, tęsknię i owszem, ale chyba nie tak mocno jak powinnam. Po tygodniu bycia tam, chcę już wracać do domu. W tym roku miał być tylko tydzień a wyszło z tego ponad trzy. Jesteśmy świeżo po oglądaniu „Czasu Honoru” (wszystkie 5 serii dostałam od Mikołaja w zeszłym roku), więc Starszy bardzo chciał odwiedzić wszystkie miejsca znane z serialu. Spędził czas na wyprawach z babcią do muzeów. Byli na Pawiaku, na Szucha (byłam razem z nimi) i w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ma wiele matariału, który przyda mu się w szkole. W Niemczech o II Wojnie Światowej dopiero w dziesiątej klasie (Starszy jest teraz w ósmej). Pogoda przez cały pobyt dopisywała, ale z drugiej strony co robić w mieście podczas upałów?

Udało nam się też załatwić dla chłopaków wizytę na planie ich ulubionego serialu „Komisarz Alex”. Spędziliśmy w Łodzi miło czas i odwiedziliśmy też długo nie widzianych znajomych.

Na planie serialu  Alex i chłopaki"Komisarz Alex" Stare Miasto Azulowi bardzo podoba się w Warszawie

Po powrocie do Niemiec zostały nam niewiele ponad dwa tygodnie wakacji.  Jechać gdzieś dalej  już się nie opłacało, należało wybrać miejsca, gdzie można pojechać, jednego dnia, zobaczyć jak najwięcej i wrócić na noc do domu, z niedosytem i pragnieniem powrotu w te miejsca.

Na początek był Hamburg.  Nie spodobał mi się od razu. Fakt, że był to piątek i mnóstwo ludzi, może to był powód. W miarę poznawania miasta, coraz bardziej odsłaniało sie jego piękne oblicze. A najbardziej ujęła mnie ulica tuż przy porcie, pełna knajpek, w których można było zjeść ryby i potrawy z nich przyrządzone.  Na finał udaliśmy się do Miniatur-Wunderland (Muzeum Miniatur), w którym można oglądać miasta europejskie i nie tylko w miniaturze. Fantastyczne miejsce, godne polecenia, dla dzieci w szczególności. Mnie zapunktowali faktem, iż mogłam wejść do środka z pieskiem.

P1050554 P1050574 P1050578 Każde miasto ma swoje sukiennice ;) P1050592 Polacy są wszędzie Pyszne rybki Muzeum w łodzi podwodnej

Pojechaliśmy też do Poczdamu, tak blisko Berlina, a ja byłam tam po raz pierwszy. Zachwyciłam sie od razu, to mój klimat i miasto, w którym mogłabym mieszkać.  Zjedliśmy Bratwursta (tradycyjne niemieckie danie: biała kiełbaska w bułce).

Szliśmy przed siebie, bez planu i mapy. Takie wypady uwielbiam najbardziej.

P1050833 P1050836 P1050847 P1050853 P1050858 P1050866 P1050873 P1050877

No i po wakacjach… chłopaki już 5 sierpnia wrócili do szkoły. Młodszy do klasy trzeciej a Starszy już do ósmej.