Rogaliki drożdżowe z marmoladą różaną

Starszy syn wylatuje dziś w nocy na miesiąc do Ekwadoru, jedzie na wymianę, doszlifować język hiszpański.

Czasu brak, bo ogarnianie nastolatka na taki wyjazd to nie prosta sprawa.

Jak znajdę chwilę, to nasrobię coś więcej, narazie przepis na rogaliki.

Starszy zabierze je ze sobą, celem obczęstowania rodziny, która przez następny miesiąc będzie się z nim „użerać” 😉

 

Potrzebujemy:

250ml śmietany 22% (W Niemczech 24%)

8 dkg drożdży świeżych

łyżka cukru

250g masła

mąka „do wgniecenia”

marmolada (gęsta)

cukier puder

P1080634

Śmietanę zmieszać z drożdżami, posypać cukrem i łyżką mąki. Na stolnicy mąkę poszatkować z masłem. W to wlać zaczyn i wyrobić. Kulę ciasta włożyć do lodowatej wody i poczekać aż wypłynie. Rozwałkowywać ciasto na ok. 0,3 centymetra, wykrajać kwadraty. Na środek nałożyć łyżeczkę marmolady, zawijać w rogalik. Piec około 20 minut.

Jak ostygną, posypać obficie cukrem pudrem.

Pączki, zawsze się udają :-)

Nie odważyłabym się na robienie pączków, gdybym nie znalazła gdzieś, kiedyś tego przepisu.

A dokładnie sposobu na nadziewanie pączków marmoladą.

Najpierw zatem przepis.

Potrzebujemy:

8 dkg drożdży

1 kg mąki

pół szklanki cukru

1,5 szklanki mleka

6 żółtek

1 jajo

250g cukru pudru

1/2 masła

Drożdże wymieszać z łyżeczką cukru, 5 łyżkami mąki i pół szklanki ciepłego mleka. Odstawić do wyrośnięcia.

Mąkę przesiać do miski. Jaja ubić z cukrem na kogel mogel. Do mąki dodać jaja i drożdże, oraz pozostałe mleko. Wyrabiać tak długo, aż przestanie kleić się do rąk. Na koniec wrobić w ciasto rozpuszczone i wystudzone masło. Pozostawić do wyrośnięcia. Potem ciasto podzielić na dwie części, rozwałkować na centymetr grubości. I postępować jak na zdjęciach poniżej. Pączki smażyć w tłuszczu kokosowym lub ewentualnie smalcu.

Z cukru pudru i niewielkiej ilości wody zrobić lukier i polewać nim wystudzone pączki.

P1070552P1070553P1070554P1070555P1070556P1070557P1070558 P1070559

 

Ciasteczka świąteczne. Uwielbiamy tradycje.

Ciasteczka świąteczne piekłam zawsze, ale odkąd mam dzieci ta przyjemność jest jeszcze większa. Zawsze w okolicy Mikołajek.  Zwykle zabawa trwa całą sobotę. Nie planujemy wtedy niczego innego poza tym. Ciasto przygotowuje w piątek, tak aby chłopcy od rana w sobotę mogli bawić się w wałkowanie i wykrawanie. Często w trakcie dorabiam więcej ciasta, bo ta zabawa rzadko im się nudzi.  Włączamy sobie świąteczne piosenki.

Na początku trzeba było dzieciom podstawiać krzesło, żeby sięgały do blatu, rok za rokiem mija. Starszy ma już 14 lat, a Młodszy 8. Nie nudzi im się to. Mam nadzieję, że zapamiętają to i będą robić w swoich „dorosłych” domach, ze swoimi dziećmi. Uwielbiam patrzeć na tę ich radość i na to jak potem podjadają te ciacha, a ja proszę aby zostawili kilka na Święta 🙂 

DSC00563DSC00564

 

Młodszy miał wtedy półtora roku i wspinał się, cały czas przeszkadzając 🙂

 

DSC03425DSC03437

 

Czasem też były występy gościnne, z dziećmi znajomych.

P1010746P1010747P1010752\

Zwykle się kłócą, przy ciasteczkach całkowita zgoda.

Jeszcze kilka tegorocznych zdjęć:

P1060908 P1060900 P1060903 P1060904 P1060906

 

Nie robimy pierniczków, bo te powinno się robić dużo wcześniej, żeby odpowiednio zmiękły i aby nie połamać sobie na nich zębów.

My pieczemy ciasteczka maślane, z przeróżnymi dodatkami.

Oto przepis:

2 szklanki mąki pszennej

175 g miękkiego masła

szklanka cukru

łyżeczka proszku do pieczenia

1 jajko

To przepis podstawowy. Ja do części ciasta dodaję kakao, lub przyprawę do pierników i odrobinę miodu, lub orzechowy miał (zamiast szklanki mąki), lub migdały, wiórki kokosowe. Co kto lubi 🙂

Ciasteczka pieczemy po 6 minut w 200 stopniach. 

Potem każdego wieczoru dekorujemy je tak jak lubimy.

 

 

 

Trening czyni mistrza…

To moje drugie podejście do lasagne. Pierwsze w ogóle nie trafione, robione nie z przepisu, tylko według własnego pomysłu. Za mało sosu, twardy makaron. Kompletna wtopa.

Ostatnio trafiłam na przepis, spróbowałam…wyszła pysznie. Sekret udanej lasagne tkwi w dużej, naprawdę dużej ilości płynu. Dużo pomidorowego sosu i dużo sosu beszamel. Do kompletu dużo warzyw przemyconych dla dzieci. U mnie tak jest, że Młodszy je owoce i warzywa wszelkie i w każdej postaci, a Starszy najchętniej bez warzyw, z owoców ewentualnie jabłka i banany.

Przepis godny wielokrotnego powtarzania.

 

Składniki

500 g mielonej łopatki wołowej

1 duża cebula

3 marchewki

1/2 selera

1 pietruszka

1 łyżka suszonego oregano

4 ząbki czosnku

1/3 szkl. sosu sojowego

1 l przecieru pomidorowego

200 g makaronu lasagne

100 g sera bursztyn lub parmezan

 

Sos beszamelowy:

3 szklanki mleka

6 łyżek mąki pszennej

4 ząbki czosnku

1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

1 por

1 jabłko

Sól, pieprz

Sok z jednej cytryny

Przygotowanie:

Mięso, cebulę i tarte warzywa mieszamy razem. I smażymy na patelni. Gdy woda z mięsa odparuje smażymy jeszcze 3-4 minuty. Zalewamy sosem sojowym

i połową przecieru pomidorowego. Doprawiamy oregano i pieprzem. 2 szklanki mleka gotujemy w rondlu, dodajemy 3 szklankę i mieszamy z mąką.

Czosnek siekamy razem z porem  i dodajemy do gotującego się mleka, razem z gałką muszkatołową i grubo startym jabłkiem. 

Na spód brytfanki wlewamy szklankę przecieru pomidorowego. Układamy płaty makaronu, następnie wykładamy warstwę farszu, następnie  warstwę

makaronu i lekko ją… dociskamy. Kolejną warstwą jest obfita warstwa sosu beszamelowego, na którą nakładamy warstwę farszu i makaron, wszystko zalewamy

resztą przecieru. Delikatnie ruszamy brytfanką aby wszystko sie dobrze ułożyło i zalewamy wierzch sosem beszamelowym.

Gotową lasagne pieczemy 60 min w temperaturze 175 stopni. Posypujemy serem żółtym na 15 minut przed końcem pieczenia.

 P1060375 P1060376

O szkole tu i tam…

W tym tygodniu wszyscy rodzice dzieci w wieku szkolnym żyją rozpoczęciem roku. Dla nas szkoła w tym roku zaczęła się 5 sierpnia. Dobrze, że od tego dnia już nie było upalnie. Gorąco, ale nie upalnie. Młodszy poszedł do trzeciej klasy. Dziś miał już czwarte zajęcia na basenie. W tym roku też świadectwo nie będzie już opisowe, zaczęły się oceny. To nowy etap w jego szkolnej karierze.

Starszy chodzi już do klasy ósmej. Drugi rok w gimnazjum. Jak zwykle nie uczy się w domu, całą wiedzę wynosi z lekcji, a z testów dostaje najwyższe oceny. Nie wiem jak on to robi, ale zazdroszczę mu łatwości w przyswajaniu wiedzy.

1 września, w rocznicę wybuchu II Wojny Światowej krążyła na facebook grafika w stylu „Bądź wdzięczny za to, że dziś nie musisz uczyć się w języku niemieckim”…moi synowie uczą się w języku niemieckim i absolutnie nie mają mi tego za złe. Wbrew krążącym opiniom, nie uważam, że wyłącznie w Polsce jest wysoki poziom nauczania. Starszy w Polsce rozpoczynał trzecią klasę, jak wyprowadziliśmy się do Niemiec. Mimo, że na język angielski chodził na dodatkowe, drogie zajęcia, nie nauczył się go prawie wcale. Tu mieszkamy już pięć lat i mimo, że jak przyjechaliśmy nie znał niemieckiego wcale teraz mówi płynnie zarówno po niemiecku, jak i po angielsku. Nie potrzebował do tego zajęć dodatkowych, dodatkowo płatnych. Nauczył się mówić w szkole. A teraz w gimnazjum ma jeszcze język hiszpański i po roku nauki byłby w stanie dogadac się już również w tym języku.

Lekcje religii w szkole podstawowej to nie wyłącznie nauka modlitw, tak jak ja ją pamiętam ze swoich szkolnych czasów, tu dzieci uczą się historii chrześcijaństwa w tak ciekawy sposób, że Młody wraca do domu i opowiada mi to czego się dowiedział.

To nie tak, że wychwalam, bo mi się w głowie poprzewracało. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Nasza decyzja o wyjeździe w nieznane, to decyzja wyłącznie ze względu na dobro dzieci. A dzięki temu jak widzę ich codziennie, wychodzących do szkoły z uśmiechem na buziach, wiem, że była słuszna.

Figa, ciasto i pomidor… spożywczy przegląd tygodnia

Trochę tak się porobiło, że swoje menu całotygodniowe dostosowuję do bloga. Lubię wymyślać coś nowego, żeby móc się tym z Wami podzielić. 
Sezon na figi, nie mogło ich zabraknąć i u mnie…przyznam się bez bicia, że nie jadłam ich nigdy wcześniej. W dzieciństwie podunięto mi raz coś brązowego, zasuszonego, bardzo mi to nie smakowało, wyplułam i więcej nie próbowałam. Z perspektywy czasu, sądzę, że to były jednak daktyle. Mimo to wbiłam sobie do głowy, że to figi i nie ciągnęło mnie do tego, aby spróbować ponownie.  Jednak to tak plastyczny i fotogeniczny owoc, że się ugięłam, kupiłam, podpiekłam z serem Gorgonzola, polałam truskawkowym balsamico i …zakochałam się w figach. Będzie się u mnie teraz dużo działo z figami.  🙂

P1060308 P1060309 P1060312 P1060314

Pomidorowy sezon trwa, dlatego teraz puszek i przecierów nie używamy a wyłącznie świeże pomidory. Na początku tygodnia była zupa ze świeżych pomidorów, a wczoraj ugotowaliśmy sos do spaghetti. 10 pomidorów obranych ze skórki udusiłam z cebulką i czosnkiem. Dodałam do wcześniej zesmażonego mięsa wołowo-wieprzowego i dodałam dużo świeżej bazylii. Pycha!

P1060305 P1060306

Na koniec przepis na ciasto mocno kremowe i mocno cytrynowe.

400g jogurtowego masła (u mnie Maggle)

450g cukru brązowego

2 łyżeczki cukru waniliowego

szczypta soli

8 jajek M lub 6 jajek L

500g mąki pszennej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

skórka z dwóch cytryn i sok z dwóch cytryn

600g serka typu Philadelphia

200g cukru pudru

Masło utrzeć z cukrem, cukrem waniliowym i solą. Dodać jajka. Następnie cały czas ubijając dodać sok, skórkę z jednej cytryny, mąkę i proszek. Piec w 175 stopniach około 40 minut. Serek utrzeć z cukrem pudrem i sokiem z 1 cytryny. Po wystygnięciu nałożyć masę serową na ciasto i posypać skórką cytrynową.

P1060293 P1060297 P1060302

Fascynacja kobietą…

Jest tak niewiele programów kulinarnych, które ogląda się z otwartą buzią i śliną cieknącą po brodzie. Te wszystkie produkcje TVN, to nic innego jak lans siebie a nie potraw przez siebie przygotowywanych. Komentarze i wygląd gotujących świadczą o tym, że w kuchni nie należy umieć przyrządzać potraw, a jedynie wyglądać i bez sensu gadać. No, ale jak się nie ma KuchniaTV, to się lubi co się ma i ogląda te brednie, czasem wyciągając z nich coś dla siebie. Na szczęście (też niby na TVN), powtarzają co jakiś czas programy z Nigella Lawson. No ta, to ani wyglądać specjalnie nie musi, ani nawet mówić, żeby mieć ochotę natychmiast po programie biec do kuchni i próbować przygotować to co zaproponowała. Prosto, zrozumiale dla każdego a do tego pysznie. Taki program obejrzałam i wyjęłam z niego dla siebie przepis na pulpeciki z indyka z selerem naciowym i sosem pomidorowym.

Potrzebujemy:
500dkg mielonego mięsa indyka
3-4 gałązki selera naciowego
dużą cebulę
sos Worcestershire
sos pomidorowy
suszony tymianek
drobno tarty parmezan 3 łyżki
bułka tarta 3 łyżki

Seler z cebulą miksujemy na gładką papkę. Trzy łyżki dodajemy do mięsa razem z łyżeczką suszonego tymianku, bułką, sosem i parmezanem. Z mięsa formujemy maleńkie polpeciki. Mnie wyszły 54 sztuki.
Resztę masy selerowo-cebulowej podsmażamy na łyżce oleju. Dodajemy pomidory i tymianek. Po chwili wkładamy do sosu pulpeciki i dusimy około pół godziny co jakiś czas potrząsając garnkiem. Można jeść z chlebem, kaszą, ryżem…jak kto lubi.