Truskawkowe Love

Nie było ostrej zimy w tym roku, a nadchodząca wiosna cieszy bardzo.

Kwitną storczyki, przebiśniegi.

Idzie nowe.

Truskawki, choć jeszcze nie tutejsze, też już kuszą wyglądem i zapachem.

Dziś sernik czekoladowy z truskawkami oczywiście 🙂

 

Czekoladowy sernik z truskawkami i migdałami:

1,25kg twarogu (półtłustego)
4 jaja
szklanka cukru
wanilia…
opakowanie budyniu czekoladowego
około 10 truskawek
galaretka cytrynowa
płatki migdałów

Żółtka ubić z cukrem i wanilią. Dodawać stopniowo ser i proszek budyniowy. Białka ubić na pianę i delikatnie wmieszać do masy serowej. Sernik piec około 50 minut w 190 stopniach. Po przestudzeniu obłożyć połówkami truskawek, zalać ostudzoną galaretką i posypać płatkami migdałów.

 
P1070443 P1070449 P1070451 P1070452 P1070456 P1070459 P1070460

Ciasteczka świąteczne. Uwielbiamy tradycje.

Ciasteczka świąteczne piekłam zawsze, ale odkąd mam dzieci ta przyjemność jest jeszcze większa. Zawsze w okolicy Mikołajek.  Zwykle zabawa trwa całą sobotę. Nie planujemy wtedy niczego innego poza tym. Ciasto przygotowuje w piątek, tak aby chłopcy od rana w sobotę mogli bawić się w wałkowanie i wykrawanie. Często w trakcie dorabiam więcej ciasta, bo ta zabawa rzadko im się nudzi.  Włączamy sobie świąteczne piosenki.

Na początku trzeba było dzieciom podstawiać krzesło, żeby sięgały do blatu, rok za rokiem mija. Starszy ma już 14 lat, a Młodszy 8. Nie nudzi im się to. Mam nadzieję, że zapamiętają to i będą robić w swoich „dorosłych” domach, ze swoimi dziećmi. Uwielbiam patrzeć na tę ich radość i na to jak potem podjadają te ciacha, a ja proszę aby zostawili kilka na Święta 🙂 

DSC00563DSC00564

 

Młodszy miał wtedy półtora roku i wspinał się, cały czas przeszkadzając 🙂

 

DSC03425DSC03437

 

Czasem też były występy gościnne, z dziećmi znajomych.

P1010746P1010747P1010752\

Zwykle się kłócą, przy ciasteczkach całkowita zgoda.

Jeszcze kilka tegorocznych zdjęć:

P1060908 P1060900 P1060903 P1060904 P1060906

 

Nie robimy pierniczków, bo te powinno się robić dużo wcześniej, żeby odpowiednio zmiękły i aby nie połamać sobie na nich zębów.

My pieczemy ciasteczka maślane, z przeróżnymi dodatkami.

Oto przepis:

2 szklanki mąki pszennej

175 g miękkiego masła

szklanka cukru

łyżeczka proszku do pieczenia

1 jajko

To przepis podstawowy. Ja do części ciasta dodaję kakao, lub przyprawę do pierników i odrobinę miodu, lub orzechowy miał (zamiast szklanki mąki), lub migdały, wiórki kokosowe. Co kto lubi 🙂

Ciasteczka pieczemy po 6 minut w 200 stopniach. 

Potem każdego wieczoru dekorujemy je tak jak lubimy.

 

 

 

Czosnek kiszony…znakomity na odporność.

Jak się zaczyna sezon jesienny to w przedszkolach i szkołach ze świecą szukać zdrowych dzieciaków.

Starszy chorował niewiele, zresztą do dziś nawet jak ma katar, to trwa on trzy-cztery dni i po kłopocie. Młodszy od początku chorował bardzo często. Poskarżyłam się na to kiedyś znajomej i wtedy ona podała mi przepis na kiszony czosnek. To było to. Od tej pory od października do marca co roku nastawiałam ten czosnek, podawałam go chłopakom. Dzięki temu Młodszy też, o ile nie łapie anginy znosi przeziębienia dużo lepiej.  Najważniejsze, że mimo obaw, nie czuć go z buzi maluchów.

Potrzebujemy:

2 główki czosnku

3 kromki razowego chleba

przegotowaną, ale przestudzoną wodę

litrowy słoik

gazę

Czosnek kroimy w plasterki, chleb kruszymy dość grubo. W słoiku układamy na przemian czosnek i chleb. Zalewamy wodą tak, aby pokryć jego zawartość. Nakrywamy szczelnie gazą i odstawiamy na parapet na 10 dni. Co jakiś czas należy słoikiem lekko potrzasnąć, aby czosnek i chleb zawsze nakryty był wodą inaczej może pojawić się na nim pleśń i całość trzeba będzie wyrzucić.

Po 10 dniach zlewamy płyn przez drobne sitko. Przelewamy go do ciemnej butelki, najlepiej takiej z odskakujacym kapslem. Butelkę przechowujemy na drzwiach lodówki. Podajemy dziecku na czczo codziennie łyżeczkę tego płynu.

O szkole tu i tam…

W tym tygodniu wszyscy rodzice dzieci w wieku szkolnym żyją rozpoczęciem roku. Dla nas szkoła w tym roku zaczęła się 5 sierpnia. Dobrze, że od tego dnia już nie było upalnie. Gorąco, ale nie upalnie. Młodszy poszedł do trzeciej klasy. Dziś miał już czwarte zajęcia na basenie. W tym roku też świadectwo nie będzie już opisowe, zaczęły się oceny. To nowy etap w jego szkolnej karierze.

Starszy chodzi już do klasy ósmej. Drugi rok w gimnazjum. Jak zwykle nie uczy się w domu, całą wiedzę wynosi z lekcji, a z testów dostaje najwyższe oceny. Nie wiem jak on to robi, ale zazdroszczę mu łatwości w przyswajaniu wiedzy.

1 września, w rocznicę wybuchu II Wojny Światowej krążyła na facebook grafika w stylu „Bądź wdzięczny za to, że dziś nie musisz uczyć się w języku niemieckim”…moi synowie uczą się w języku niemieckim i absolutnie nie mają mi tego za złe. Wbrew krążącym opiniom, nie uważam, że wyłącznie w Polsce jest wysoki poziom nauczania. Starszy w Polsce rozpoczynał trzecią klasę, jak wyprowadziliśmy się do Niemiec. Mimo, że na język angielski chodził na dodatkowe, drogie zajęcia, nie nauczył się go prawie wcale. Tu mieszkamy już pięć lat i mimo, że jak przyjechaliśmy nie znał niemieckiego wcale teraz mówi płynnie zarówno po niemiecku, jak i po angielsku. Nie potrzebował do tego zajęć dodatkowych, dodatkowo płatnych. Nauczył się mówić w szkole. A teraz w gimnazjum ma jeszcze język hiszpański i po roku nauki byłby w stanie dogadac się już również w tym języku.

Lekcje religii w szkole podstawowej to nie wyłącznie nauka modlitw, tak jak ja ją pamiętam ze swoich szkolnych czasów, tu dzieci uczą się historii chrześcijaństwa w tak ciekawy sposób, że Młody wraca do domu i opowiada mi to czego się dowiedział.

To nie tak, że wychwalam, bo mi się w głowie poprzewracało. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Nasza decyzja o wyjeździe w nieznane, to decyzja wyłącznie ze względu na dobro dzieci. A dzięki temu jak widzę ich codziennie, wychodzących do szkoły z uśmiechem na buziach, wiem, że była słuszna.

Figa, ciasto i pomidor… spożywczy przegląd tygodnia

Trochę tak się porobiło, że swoje menu całotygodniowe dostosowuję do bloga. Lubię wymyślać coś nowego, żeby móc się tym z Wami podzielić. 
Sezon na figi, nie mogło ich zabraknąć i u mnie…przyznam się bez bicia, że nie jadłam ich nigdy wcześniej. W dzieciństwie podunięto mi raz coś brązowego, zasuszonego, bardzo mi to nie smakowało, wyplułam i więcej nie próbowałam. Z perspektywy czasu, sądzę, że to były jednak daktyle. Mimo to wbiłam sobie do głowy, że to figi i nie ciągnęło mnie do tego, aby spróbować ponownie.  Jednak to tak plastyczny i fotogeniczny owoc, że się ugięłam, kupiłam, podpiekłam z serem Gorgonzola, polałam truskawkowym balsamico i …zakochałam się w figach. Będzie się u mnie teraz dużo działo z figami.  🙂

P1060308 P1060309 P1060312 P1060314

Pomidorowy sezon trwa, dlatego teraz puszek i przecierów nie używamy a wyłącznie świeże pomidory. Na początku tygodnia była zupa ze świeżych pomidorów, a wczoraj ugotowaliśmy sos do spaghetti. 10 pomidorów obranych ze skórki udusiłam z cebulką i czosnkiem. Dodałam do wcześniej zesmażonego mięsa wołowo-wieprzowego i dodałam dużo świeżej bazylii. Pycha!

P1060305 P1060306

Na koniec przepis na ciasto mocno kremowe i mocno cytrynowe.

400g jogurtowego masła (u mnie Maggle)

450g cukru brązowego

2 łyżeczki cukru waniliowego

szczypta soli

8 jajek M lub 6 jajek L

500g mąki pszennej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

skórka z dwóch cytryn i sok z dwóch cytryn

600g serka typu Philadelphia

200g cukru pudru

Masło utrzeć z cukrem, cukrem waniliowym i solą. Dodać jajka. Następnie cały czas ubijając dodać sok, skórkę z jednej cytryny, mąkę i proszek. Piec w 175 stopniach około 40 minut. Serek utrzeć z cukrem pudrem i sokiem z 1 cytryny. Po wystygnięciu nałożyć masę serową na ciasto i posypać skórką cytrynową.

P1060293 P1060297 P1060302

Pilaw z bulguru, buraczkowy dip i jeszcze coś

Poznałam ją zaledwie trzy lata temu. Wcześniej, byłam pewna, że turecka kuchnia, to wyłącznie kebab i to w tym gorszym, bułczanym wydaniu. Jednak, aby poznać kuchnię jakiegokolwiek kraju, należy do niego pojechać, albo poznać kogoś, kto potrafi ugotować tak, jak w oryginale. Nam się udało poznać tureckiego policjanta, dodatkowo potrafiącego doskonale gotować. Przez te kilka miesięcy, kiedy gościł w Niemczech na placówce, czarował w kuchni cuda. Co piątek spotykaliśmy się u nas w domu i zawsze te spotkania zaczynały się w kuchni. Ja przygotowywałam dla niego potrawy z kuchni polskiej, uwielbiał pierogi, śledzie, faworki, ciasta i inne polskie specjały. On dla nas gotował coraz to ciekawsze tureckie dania, lub przynosił baklavę z najlepszej tureckiej cukierni w Berlinie. Niestety trzy lata temu jego pobyt w Niemczech się skończył i musiał wyjechać do siebie. Nam zostały przepisy i cudowne wspomnienia. 

Dziś jeden z takich przepisów.

Pilaw z bulguru:

Potrzebujemy:

oliwę,

2 cebule,

pastę paprykową,

3 pomidory pokrojone w kostkę,

pieprz i sól,

2 szklanki bulguru

4 szklanki bulionu drobiowego

Cebulę należy zeszklić na oliwie, dodać pastę i pomidory. Chwilę poddusić. Wsypać bulgur, zalać bulionem, nakryć i na małym ogniu dusić, aż cały płyn się wygotuje.

Podałam to dziś z prostym dipem z buraków. Należy zetrzeć 5 ugotowanych buraków na cienkiej tarce, dodać 300ml jogurtu tureckiego, dużo pieprzu, a na koniec kilka kropli oliwy.

Dziś też do obiadu pieczona papryka  i grillowany ser Haloumi.

Proste i pyszne danie.

Dip buraczkowy Pilaw z bulguru P1060211 Haloumi P1060258

 

Leniwa niedziela

Niedziela od wielu już tygodni jest zaplanowana. Rano wspólne śniadanie „szwedzki stół”, jak je nazywają chłopaki. W naszym domu oznacza to chleb i bułka w koszyku, wędlina i ser na talerzu, jakieś warzywka, masło w maselnicy, czasem parówki, lub jajka na miękko, czy z bekonem, brakuje tylko herbaty i byłoby jak w soap operach :-). 

Kwadrans przed jedenastą chłopaki startują na trening. Młodszy gra w piłkę nożną, Starszy jest asystentem trenera, a Tata jeździ do towarzystwa, no i jest szoferem rzecz jasna. Ja zostaję w domu, przygotowuję obiad….

No i już nie przygotowuję, bo od dwóch tygodni postanowiliśmy obiady niedzielne realizować na mieście. Nie, nie…kompletnie nie są to restauracje, nic z tych rzeczy.  Uwielbiamy kupić coś „na wynos” i zatopić się gdzieś w mieście, na ławeczce, w miłym miejscu, podziwiać widoki i cieszyć się z ostatnich ciepłych dni.

Tydzień temu byliśmy w Burgermeister (http://www.burger-meister.de/) na najlepszym hamburgerze (nie domowym) jaki jadłam do tej pory. Bez dmuchanej bułki, przyrządzony „na oczach” klienta. Naprawdę smaczny. Z hamburgerami pojechaliśmy na Nikolaiviertel, to miejsce na krztałt Starego Miasta, ale w bardzo, bardzo mini wydaniu. Piękne, stare kamieniczki, kawiarenki, sklepiki z pamiątkami. Tam, na ławeczce „wciągnęliśmy” burgerki, a potem przespacerowaliśmy się. Niestety zaczynał kropić deszcz, więc spacer do powtórzenia. Ale i zdjęć kilka udało się zrobić.

P1060122 P1060123 P1060124 P1060126 P1060128 P1060130

Dziś był kebab w Mustafa’s (http://www.mustafas.de/). Mówią, że to najlepszy kebab w Berlinie. Czas oczekiwania w kolejce 80 minut. To naprawdę genialny kebab. Mięso z kurczaka, grillowane warzywa i turecki serek biały. Cena jak wszędzie, 3,90 za Durum Kebab. Pięć minut autem od Meringdamm jest Potsdamer Platz. Fajne miejsce na spacer z psem, można usiąść też na trawie i zrobić piknik.  Pies był absolutnie w swoim żywiole, biegał jak szalony. Teraz smacznie śpi.

P1060215 P1060229 P1060238 P1060249 P1060250 P1060246