Rogaliki drożdżowe z marmoladą różaną

Starszy syn wylatuje dziś w nocy na miesiąc do Ekwadoru, jedzie na wymianę, doszlifować język hiszpański.

Czasu brak, bo ogarnianie nastolatka na taki wyjazd to nie prosta sprawa.

Jak znajdę chwilę, to nasrobię coś więcej, narazie przepis na rogaliki.

Starszy zabierze je ze sobą, celem obczęstowania rodziny, która przez następny miesiąc będzie się z nim „użerać” 😉

 

Potrzebujemy:

250ml śmietany 22% (W Niemczech 24%)

8 dkg drożdży świeżych

łyżka cukru

250g masła

mąka „do wgniecenia”

marmolada (gęsta)

cukier puder

P1080634

Śmietanę zmieszać z drożdżami, posypać cukrem i łyżką mąki. Na stolnicy mąkę poszatkować z masłem. W to wlać zaczyn i wyrobić. Kulę ciasta włożyć do lodowatej wody i poczekać aż wypłynie. Rozwałkowywać ciasto na ok. 0,3 centymetra, wykrajać kwadraty. Na środek nałożyć łyżeczkę marmolady, zawijać w rogalik. Piec około 20 minut.

Jak ostygną, posypać obficie cukrem pudrem.

Reklamy

Leniwa niedziela

Niedziela od wielu już tygodni jest zaplanowana. Rano wspólne śniadanie „szwedzki stół”, jak je nazywają chłopaki. W naszym domu oznacza to chleb i bułka w koszyku, wędlina i ser na talerzu, jakieś warzywka, masło w maselnicy, czasem parówki, lub jajka na miękko, czy z bekonem, brakuje tylko herbaty i byłoby jak w soap operach :-). 

Kwadrans przed jedenastą chłopaki startują na trening. Młodszy gra w piłkę nożną, Starszy jest asystentem trenera, a Tata jeździ do towarzystwa, no i jest szoferem rzecz jasna. Ja zostaję w domu, przygotowuję obiad….

No i już nie przygotowuję, bo od dwóch tygodni postanowiliśmy obiady niedzielne realizować na mieście. Nie, nie…kompletnie nie są to restauracje, nic z tych rzeczy.  Uwielbiamy kupić coś „na wynos” i zatopić się gdzieś w mieście, na ławeczce, w miłym miejscu, podziwiać widoki i cieszyć się z ostatnich ciepłych dni.

Tydzień temu byliśmy w Burgermeister (http://www.burger-meister.de/) na najlepszym hamburgerze (nie domowym) jaki jadłam do tej pory. Bez dmuchanej bułki, przyrządzony „na oczach” klienta. Naprawdę smaczny. Z hamburgerami pojechaliśmy na Nikolaiviertel, to miejsce na krztałt Starego Miasta, ale w bardzo, bardzo mini wydaniu. Piękne, stare kamieniczki, kawiarenki, sklepiki z pamiątkami. Tam, na ławeczce „wciągnęliśmy” burgerki, a potem przespacerowaliśmy się. Niestety zaczynał kropić deszcz, więc spacer do powtórzenia. Ale i zdjęć kilka udało się zrobić.

P1060122 P1060123 P1060124 P1060126 P1060128 P1060130

Dziś był kebab w Mustafa’s (http://www.mustafas.de/). Mówią, że to najlepszy kebab w Berlinie. Czas oczekiwania w kolejce 80 minut. To naprawdę genialny kebab. Mięso z kurczaka, grillowane warzywa i turecki serek biały. Cena jak wszędzie, 3,90 za Durum Kebab. Pięć minut autem od Meringdamm jest Potsdamer Platz. Fajne miejsce na spacer z psem, można usiąść też na trawie i zrobić piknik.  Pies był absolutnie w swoim żywiole, biegał jak szalony. Teraz smacznie śpi.

P1060215 P1060229 P1060238 P1060249 P1060250 P1060246

 

Nasze wakacje

Najpierw była Warszawa, moje miasto rodzinne, tęsknię i owszem, ale chyba nie tak mocno jak powinnam. Po tygodniu bycia tam, chcę już wracać do domu. W tym roku miał być tylko tydzień a wyszło z tego ponad trzy. Jesteśmy świeżo po oglądaniu „Czasu Honoru” (wszystkie 5 serii dostałam od Mikołaja w zeszłym roku), więc Starszy bardzo chciał odwiedzić wszystkie miejsca znane z serialu. Spędził czas na wyprawach z babcią do muzeów. Byli na Pawiaku, na Szucha (byłam razem z nimi) i w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ma wiele matariału, który przyda mu się w szkole. W Niemczech o II Wojnie Światowej dopiero w dziesiątej klasie (Starszy jest teraz w ósmej). Pogoda przez cały pobyt dopisywała, ale z drugiej strony co robić w mieście podczas upałów?

Udało nam się też załatwić dla chłopaków wizytę na planie ich ulubionego serialu „Komisarz Alex”. Spędziliśmy w Łodzi miło czas i odwiedziliśmy też długo nie widzianych znajomych.

Na planie serialu  Alex i chłopaki"Komisarz Alex" Stare Miasto Azulowi bardzo podoba się w Warszawie

Po powrocie do Niemiec zostały nam niewiele ponad dwa tygodnie wakacji.  Jechać gdzieś dalej  już się nie opłacało, należało wybrać miejsca, gdzie można pojechać, jednego dnia, zobaczyć jak najwięcej i wrócić na noc do domu, z niedosytem i pragnieniem powrotu w te miejsca.

Na początek był Hamburg.  Nie spodobał mi się od razu. Fakt, że był to piątek i mnóstwo ludzi, może to był powód. W miarę poznawania miasta, coraz bardziej odsłaniało sie jego piękne oblicze. A najbardziej ujęła mnie ulica tuż przy porcie, pełna knajpek, w których można było zjeść ryby i potrawy z nich przyrządzone.  Na finał udaliśmy się do Miniatur-Wunderland (Muzeum Miniatur), w którym można oglądać miasta europejskie i nie tylko w miniaturze. Fantastyczne miejsce, godne polecenia, dla dzieci w szczególności. Mnie zapunktowali faktem, iż mogłam wejść do środka z pieskiem.

P1050554 P1050574 P1050578 Każde miasto ma swoje sukiennice ;) P1050592 Polacy są wszędzie Pyszne rybki Muzeum w łodzi podwodnej

Pojechaliśmy też do Poczdamu, tak blisko Berlina, a ja byłam tam po raz pierwszy. Zachwyciłam sie od razu, to mój klimat i miasto, w którym mogłabym mieszkać.  Zjedliśmy Bratwursta (tradycyjne niemieckie danie: biała kiełbaska w bułce).

Szliśmy przed siebie, bez planu i mapy. Takie wypady uwielbiam najbardziej.

P1050833 P1050836 P1050847 P1050853 P1050858 P1050866 P1050873 P1050877

No i po wakacjach… chłopaki już 5 sierpnia wrócili do szkoły. Młodszy do klasy trzeciej a Starszy już do ósmej.