Muffinki-murzynki

Mój Starszy syn od kilku lat nie wierzy już w Mikołaja. Od dwóch lat samodzielnie robi za Mikołaja. W ciągu roku udziela korepetycji z języka angielskiego, czasem statystuje w reklamach. Część zarobionych pieniędzy wydaje na swoje jedzeniowe przyjemności. Na choinkowe prezenty też wydaje pewną część kasy. Sprawia mu to ogromną przyjemność. Wyszukiwanie drobiazgów, które ucieszą każdego z nas z osobna. 

W tym roku dostałam od niego silikonowe foremki do muffinów. Tym samym zrobił przyjemność i sobie i mnie 🙂

P1070135

Nie piekłam do tej pory muffinów, więc zaczęłam od sprawdzonego przepisu na ciasto murzynek.

Potrzebujemy:

3 jaj

szklanki cukru

3 łyżeczek kakao

4 łyżek mleka

1,5 szklanki mąki

łyżeczki proszku do pieczenia

250g masła

Masło rozpuścić z cukrem. Dodać kakao i mleko. Odstawić do przestygnięcia. Białka ubić na sztywną pianę. Dodać żółtka. Z polewy odlać 1/2 szklanki. Odstawić. Do masy jajecznej dodać polewę, dobrze wymieszać. Stopniowo dodawać mąkę z proszkiem. Do foremki wlać ciasto do około połowy. Piec w 180 stopniach około pół godziny. Po przestudzeniu oblać pozostawioną polewą.

P1070138P1070141P1070143P1070144

„Można odejść na zawsze, by stale być blisko”

Gdy jesteś dzieckiem, nie zastanawiasz się, nie myślisz nawet o tym, że Twój świat mógłby wyglądać inaczej. Jesteś Ty, Mama, Tata, rodzeństwo…
Kiedy nadchodzi ten dzień, gdy musisz pożegnać się z kimś z tego Twojego świata, ciężko Ci w to uwierzyć. Miałam to szczęście, że dane mi było się pożegnać, bo czasem śmierć przychodzi nagle. Mój Tata odchodził dwa tygodnie i każdego dnia tego odchodzenia byłam z nim. Nie wiem, czy do końca był tego świadom, ale dla mnie te chwile były bardzo ważne, zwłaszcza że za jego życia często zdarzało nam się mieć odmienne zdanie na różne tematy. Tamte dwa tygodnie pozwoliły mi zrozumieć, że nie zawsze w życiu jest tak jak planujemy.
Tata chorował od kilku lat, ale w przypadku nowotworu są wzloty i upadki. W dniu moich 35 urodzin, cztery lata temu, Tata zadzwonił do mnie (mieszkaliśmy od siebie dość daleko), złożył mi życzenia, choć był już wtedy bardzo słaby. Następnego dnia podczas badania tomografem zasłabł i mimo, że jeszcze przez dwa tygodnie był przytomny, to nie do końca kontaktował się z otoczeniem. Rozmawialiśmy, ale kolejnego dnia nie pamiętał, że byłam przy nim. Stan był ciężki, nie beznadziejny, lekarze dawali nam wtedy więcej niż trzy miesiące. Stało się inaczej, po dwóch tygodniach w szpitalu, odszedł 30 lipca, pozostawiając mnie w kompletnym niedowierzaniu, ale też z wewnętrznym spokojem, że udało mi się przy nim być do końca.
Brakuje mi go bardzo…Doceniajmy każdy dany nam dzień, nie odkładajmy na później nie załatwionych spraw, telefonów. Nie zwalajmy braku kontaktu na brak czasu…Czasami wystarczy zadzwonić i krótko zapytać co słychać, niż nie odzywać się do kogoś przez wiele tygodni…możemy już nie zdążyć powiedzieć komuś, jak wiele dla nas znaczy…

Miejsce magiczne…

Blog dla wszystkich poszukujących i znajdujących…dla tych, dla których nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania…wymieniajmy się przepisami, pomysłami, miejscami gdzie można kupić lub wyszukać dane produkty do realizacji marzeń nie tylko kuchennych…
Ponad wszystko produkty zdrowe, bez konserwantów, fairtrade, bez sztucznych barwników…

A ja dla Was będę testować nowości…głównie z rynku niemieckiego…

Będą tu przepisy, porady i zwykłe sprawy…